Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
57 postów 12 komentarzy

Między młotem a kowadłem

Piotr Piętak - Opis III Rzeczpospolitej - państwa rozdzieranego na kawałki przez polityczną oligarchie POPiS -u

Zaplanowana katastrofa - raport o edukacji w Polsce

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

reforma edukacji w Finlandii w latach 90 –tych XX wieku trwała 12 lat, rządy się zmieniały, ale założenia reformy nie. Edukacji nie można zreformować w ciągu roku.

W latach 2003 -2005 byłem doradcą Klubu Parlamentarnego PiS ds. reformy informacyjnej państwa i nauczania informatyki w szkołach średnich. W ramach mojej pracy jeździłem po kraju i rozmawiałem z nauczycielami informatyki – byłem na Mazurach w Piszu w Ruciane- Nida, także w Łodzi i w kilku miastach na Śląsku. Moje wnioski przedstawiałem przewodniczącemu KP PiS L. Dornowi, wiem, że zapoznawało się z nimi grono czołowych działaczy PiS (Bielan, Mężydło itd.). Pierwszy wniosek był banalny: aby przeprowadzić jakąkolwiek reformę edukacji musi istnieć wobec jej założeń consensus społeczny, swoiste Porozumienie Ponad Podziałami. Dlatego już po miesiącu nawiązałem współpracę z stowarzyszeniami edukacyjnymi, które w większości były kierowane przez działaczy związanymi z SLD czy Unią Pracy. Być może dzisiaj może wydać się to dziwne, ale współpraca miedzy prawicowym PiS i postkomunistycznymi działaczami układała się harmonijnie, gdyż wszyscy zgadzali się co do jednego: należy wprowadzić jak najszybciej do szkół naukę systemu Linux. Ten consensus zaowocował – po rozpadzie SLD i powstaniu rządu premiera Belki uchwaleniem pierwszej w III Rzeczpospolitej ustawie o informatyzacji administracji publicznej, jeszcze przed wyborami w 2005 roku. Pamiętałem także, że reforma edukacji w Finlandii w latach 90 –tych XX wieku trwała 12 lat, rządy się zmieniały, ale założenia reformy nie. Edukacji nie można zreformować w ciągu roku. Wszyscy, którzy dotknęli tego tematu, wiedzą o tym doskonale.

  Pamiętałem także, że rząd J. Chiraca z lat 1986 -1988 przewrócił się na reformie liceów. To co uderza w dzisiejszych wypowiedziach działaczy PiS to przeświadczenie, że reforma jest łatwa, że to powrót do przeszłości, którą wszyscy pamiętają. Otóż nikt nie pamięta ośmioletniej szkoły podstawowej i 4 – letniej szkoły średniej. Dla większości nauczycieli dla wszystkich uczniów to będzie prawdziwa rewolucja – a rewolucji edukacja nie znosi. Wprowadzenie radykalnej reformy edukacji wymaga lat a nie miesięcy, to ta świadomość popycha coraz większą liczbę nauczycieli i rodziców do protestów. Czytając argument aktualnej pani minister, która jest całkowicie przekonana, że powrót do systemu szkoła podstawowa – licea, jest w gruncie rzeczy banalny, przypomniałem sobie wspomnienia J. Kuronia, który dyskutował w latach 60 –tych o edukacji z legendarnym autorem „Kamieni na szaniec” A. Kamińskim:

  „W 1967 roku /…/ przedstawiłem Aleksandrowi Kamińskiemu swoją pracę doktorską o wychowaniu w tzw. zespołach zadaniowych. Zapytał, czy chce stosować swoje koncepcje także w szkole, a kiedy potwierdziłem, szczerze się zafrasował: - Oj biedny chce pan wojować z systemem klasowo – lekcyjnym, roztrzaska się pan. - Wielkie rzeczy, ja wojuje z systemem społeczno –politycznym – wzruszyłem ramionami. - To dużo łatwiej – powiedział Kamiński – niech pan patrzy, ile to się systemów politycznych zmieniło od początku XIX wieku, a szkoła jaka była, taka i jest.”.

 Wprawdzie PiS nie zamierza wzorem Kuronia znieść systemu klasowo –lekcyjnego, ale ten dialog pomiędzy wybitnym pedagogiem i rewolucjonista uświadamia nam, że szkoła jest ostoją konserwatyzmu społecznego – na szczęście – i że wszelkie jej reformy muszą brać pod uwagę czynnik czasu. Reforma zbyt szybko wprowadzona zmienić się może w swoje przeciwieństwo. To co uderza w propozycjach MEN to całkowity brak świadomości, że w ciągu ostatnich 20 lat szkoła jako instytucja przeszła prawdziwa rewolucję polegającą na informatyzacji procesu nauczania. Na całym świecie od kilku lat dyskutuje się konsekwencje tej rewolucji, pojawiają się książki np. „Płytki umysł” N. Carr -, które analizują spustoszenie intelektualne dokonane przez komputer i Internet w umysłach młodzieży, wybitni specjaliści postulują likwidację – a przynajmniej radykalne ograniczenie roli komputera w szkole. Więcej, szkoły w USA, Anglii czy Francji coraz odważniej wracają do klasycznego systemu nauczania w którym korzystanie z Internetu i komputera jest wręcz zabronione.

  Natomiast u nas nadal trwa mit i upojenie środkami komunikacji, mit e-szkoły, e-książki, e-nauczyciela. Mit społeczeństwa postkolonialnego, który kopiuje kulturę nauczania już dawno przebrzmiałą w krajach autentycznie cywilizowanych. Dlaczego proces informatyzacji nauczania jest niebezpieczny dla funkcjonowania szkoły dla samego właśnie procesu nauczania? Ponieważ MEN nie zamierza odpowiedzieć na to pytanie, musimy starać się przekazać nauczycielom (w dużym stopniu oni już to wiedzą) i rodzicom, wnioski z katastrofy intelektualnej jakim jest zanik przekazywania wiedzy w szkołach, proces przekazywania wiedzy został zastąpiony prze proces jej komunikowania co jest równoznaczne z likwidacja szkoły. Dlaczego? Otóż w naukach zajmujących się współczesnymi mediami rozróżnia się dwie formy upowszechniania informacji: komunikowanie i przekazywanie. Termin „przekazywanie” oznacza wszystko co jest związane z dynamiką pamięci zbiorowej, a więc przede wszystkim instytucją szkoły i rodziny, natomiast termin „komunikacja” to krążenie informacji w danym momencie. We współczesnej cywilizacji istnieje wiele „maszyn komunikacyjnych”: telegraf, radio, telewizja, komputer.

  Nie istnieją jednak maszyny do przekazywania, ponieważ przekazywanie odbywa się zawsze pomiędzy osobami a nie maszyną i osobą i związane jest z relacją interpersonalną np. między matka i synem, profesorem i uczniem, kapłanem i wiernym. Według R. Debray pogląd, iż można zapewnić przekazywanie kulturowe za pomocą środków teleinformatycznych stanowi jedną z najbardziej typowych iluzji „społeczeństwa informacyjnego”. Nie ma bowiem możliwości przekazywania wiedzy bez interfejsu instytucjonalnego a więc szkoły i rodziny. Kryterium nowoczesności nauczania to nie brak interfejsu maszynowego (komputery dla sześciolatków) lecz brak czy kryzys funkcjonowania interfejsy instytucjonalnego – powtórzmy raz jeszcze – szkoły i rodziny. Komputery dla sześciolatków – czyli fundament e-szkoły - doprowadzą więc do jeszcze większego kryzysu szkoły czyli zakłócą proces przekazywania wiedzy i doprowadzą do zaniku relacji między nauczycielem i uczniem. Skąd bierze się te dzisiejsze upojenie komunikacją czyli upowszechnianiem informacji w przestrzeni?

 Otóż jest ono związane z eksplozją informacyjną. Maszyny, komputery nas fascynują, instytucje nudzą. Zakup komputerów jest łatwy. Reforma instytucji jest nudna i żmudna. Jak pisze R. Debray: „Aby przezwyciężyć przestrzeń wystarczy maszyna. Aby przezwyciężyć czas potrzebny jest motyw plus siła napędowa oraz dodatkowo maszyna w sensie materialnym lub formalnym plus instytucja społeczna (na przykład szkoła, nosiciel kultury książki, a niebawem jej ostatnie schronienie.)”. Wprowadzenie e-podręczników obniży – i tak katastrofalną – średnią przeczytanych książek przez młodzież w ciągu roku co może doprowadzić do wtórnego analfabetyzmu. Skorzystają na tym tylko firmy, które e-książki wyprodukują. Problem jednak w tym, że analogiczne uwagi możemy usłyszeć z ust coraz liczniejszych nauczycieli, którzy sa przerażeni zanikiem zdolności myślenia i pisania. Uczniowie nie piszą już wypracowań, kopiują je z Internetu, a ci nauczyciele od polskiego, którzy chcą wykonywać swój zawód zgodnie z etyka zawodowa, spędzają godziny na wyszukiwanie stron internetowych z których uczniowie kopiują wypracowania.

 Slogan e-szkoły jest całkowicie oderwany od realiów funkcjonowania polskiej szkoły w XXI wieku. Jest on także niebezpieczny, ponieważ radykalne ukomputeryzowanie nauczania może doprowadzić w krótkim czasie do zaniku racjonalnego myślenia w życiu społecznym. Zacznijmy od spostrzeżenia banalnego: nasze życie jest wypełnione oglądaniem różnego rodzaju ekranów, na które ludzie spoglądają prawie bez przerwy. Stąd pytanie: jak kultura obrazu i ekranu wpływa na strukturę naszego myślenia (które jest kształtowane głownie w szkole i rodzinie)? Francuscy naukowcy wydający pismo „Medium” badając ten wpływ doszli do następujących wniosków:


 ciąg dalszy: http://pp.mediologia.pl/2017/01/03/zaplanowana-katastrofa-raport-o-reformie-edukacji/#more-366

 

Piotr Piętak

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    " a ci nauczyciele od polskiego, którzy chcą wykonywać swój zawód zgodnie z etyka zawodowa, spędzają godziny na wyszukiwanie stron internetowych z których uczniowie kopiują wypracowania"

    W tym zdaniu sam szanowny Autor podaje przyczynę opisywanego stanu! Przyczyną jest bowiem odpowiedź na pytanie dlaczego " nauczyciele od polskiego, którzy chcą wykonywać swój zawód zgodnie z etyka zawodowa" nie potrafią przedstawić swoim uczniom oryginalnych i unikalnych tematów wypracowań?
    Gdy nie ma unikalnych tematów to i nie ma unikalnych wypracowań.
  • @programista 11:18:04
    Oryginalność tematów wypracowań nie ma tu nic do rzeczy. Wypracowań nie kopiuje się jako całego tekstu. Uczniowie i studenci kopiują części tekstów, akapity, zdania i zlepiają z tego nową całość, której przecież nie są autorami.

    Amerykańskie uniwersytety zaopatrują się w różnego rodzaju software, które wyłapują tego rodzaju plagiaty. To wymaga czasu, pracy i pieniędzy.

    Powrót do tradycyjnych form nauczania jest jedynym sposobem na rozwiązanie problemu wtórnego analfabetyzmu. Zmiany rzeczywiście wymagają czasu. Nie da się uzyskać oczekiwanych efektów w ciągu roku, a obawiam się, że nawet pięć lat to trochę za mało. Mimo wszystko, innej drogi nie ma.

    Dla pana Piotra Piętaka 5* za tekst.
  • Ewolucja pewnego zadania z matematyki od roku 1950 do 2013
    Podaje link do bardzo interesującego tekstu na temat edukacji w Polsce. Czytając można się w niektórych miejscach naprawdę pośmiać. Jednak po zakończeniu czytania ogarnia przerażenie.


    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/12/szkola-nie-uczy-tylko-produkuje-ludzi-uposledzonych-zyciowo-wyklad-ktory-wzburzyl-internet/
  • Poza młot i kowadło
    Warto zauważyć, że komputer i internet czynią owo "spustoszenie w umysłach młodzieży" dużo wcześniej. Jeśli mogę posłużyć się przykładem mojej wnuczki, to jej kontakt z tymi "dobrami" zaczął się, gdy miała mniej niż 2 lata. I to mimo ograniczeń i świadomości rodziców. Obecnie czterolatka korzysta już niemal samodzielnie, choć podkreślam, że pod kontrolą i bez przesady. Jak zatem wygląda to w typowej rodzinie, gdzie rodzice udostępniają komputer dzieciakom dla własnej wygody i świętego spokoju?
    Jak potem, w szkole, odciąć dzieci od tych zdobyczy cywilizacji? Czy to miałoby sens?
    Spróbujmy podążyć drogą pewnej analogii, którą ułożyłem dla tej sytuacji. Kiedy zaczynałem szkołę, zabraniano nam korzystania z ówczesnych wynalazków służących do pisania: pióra wiecznego i długopisu (rzeczy te nosiły wówczas inne nazwy). Tłumaczono to potrzebą poprawnego ukształtowania charakteru pisma, ale nie wykluczam, że powody były inne - te burżuazyjne wynalazki były dość drogie i w klasie byłoby na nie stać najwyżej kilkoro dzieci. Dowcip polega na tym, że dziś wcale nie korzystam z żadnych przyborów do pisania, więc po co mi ten charakter pisma?
    Nie wiem, czego i jak powinna uczyć szkoła, nie zamierzam jej reformować, nie moje zmartwienie. Jedyne czego mi brakuje, to wolności edukacyjnej, czyli wycofania się państwa z edukacji i zostawienia rzeczy jej naturalnemu biegowi. Czyli inaczej mówiąc: wyjścia z fałszywej alternatywy młota i kowadła. Ale na to rzecz jasna liczyć nie można, państwo jest kuźnią takich fałszywych alternatyw.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930